duch44 | e-blogi.pl
migdały 2016-12-10

migdały
napisał Tomasz Michał Jeka ©
pachniesz nimimiękko dotykam poduszkizapamiętała zapach i kształtleciutko trącam ciszęwypełnia pokójpo brzegizamykam oczy wpadając w ciemnośćna jej kartce piszę listpachną migdałyaromatycznie kosztuję chwilizawieszony w półtrwaniu


sprzedawca 2016-12-06

Sprzedawca Nadziei
napisał Tomasz Michał Jeka © 
Na prawo od starego rynku, biegła wąska uliczka - do kościoła, starej wiekowej katedry ze strzelistą wieżą, jakby składała dłonie ku niebu, wyciągając je modlitewnie wciąż wyżej i wyżej - na przekór wiekom. Ongiś jak powstała świeciła blaskiem witraży, nowością płaskorzeźb na frontonie. Dzisiaj pokryta patyną poszarzała, spowszedniała jak ulica.
A na uliczce co do niej wiodła, kramiki odpustowe - okazjonalne bo akurat jakiegoś Świętego przypadło dzisiaj, pamiątki, baloniki, poświęcone plakietki - różności pełne materialnych „cudów“, lody i wata zupełnie nie święte.Ale jeden z nich była jakiś inny...Codzienny i bez okazji, jakby od zawsze tu był, niemal zrósł się z pobliską katedrą.Ów kramik zawsze na nowo rozstawia pewien staruszek, siwiutka broda, włosy ma jak gołąbek bielutkie - od zawsze.Co rano tuż po jutrzni wyciąga na ladę swój towar, a ona dalej jest pusta.Misternie buduje zawsze to stoisko, z jakimś przedziwnym namaszczeniem.Znad lady jakiś tajemniczy uśmiech jakby w nim była zagadka światła, rozświetlanawet  dni pochmurne, spokojny i życzliwy zarazem.Przechodnie, turyści zawsze nieco zdziwieni, ciekawie spoglądają jakiż to towar może mieć, ów starzec.Szukają wzrokiem, pytają - nie ma nic... a on tylko się uśmiecha.Spogląda do góry - na katedrę i milczy, usta jedynie nie wydając głosu - poruszają się.W rytmie jakiejś nieznanej mowy.Co sprzedajesz tutaj? - pyta jakaś kobieta, z twarzą stroskaną jakby nieobecną.Nic nie odpowiada...Wszystko się jak zawsze powtarza, ten sam przedziwny rytuał - od lat rozkłada tę samą ladę. Uśmiech  taki sam co zawsze jakby zagadkowy.Tylko ludzie się zmieniają.Dam ja Tobie datek mały - mówi kobieta, biedny jesteś i stary towaru nie widzę pewnie juz nie masz nic do sprzedania.On nagle pokręcił siwiuteńką głową - Nie, ja sprzedaję towar najcenniejszy na świecie.Jakiż to - pyta kobieta.Nadzieję...Starzec oszalał myśli sobie, dam mu datek malutki - rzuciła, nie widział bo był ślepcem.Poszła do domu ze swoim bagażem zatroskanym.Nazajutrz wróciła pod katedrę, podchodzi do kramu i pyta, na twarzy uśmiech i wzruszenie,oczy wilgotne.Jaka jest Starcze zapłata.On się uśmiecha.Zapłata?Tak zapłata za jedną zwróconą nadzieję.Odparł - wystarczy Twój uśmiech jeden, taki jak dzisiaj niesiesz na twarzy.Jak to przecież nie widzisz - Jam ślepcem jest po to by lepiej widzieć - odpowiada.
I tak od lat wielu scena się powtarza, sprzedawca i towar którego nie widać.
Dedykuję Tym co Ją tracą i nie mogą odnaleźć...

 


Na chwałę 2016-12-02

Na chwałęnapisał Tomasz Michał Jeka ©Szczura co odgrywa swoją rolę.Węża co sunie po śliskim kamieniu.Tęczy co wspina się w niebo.Sklepienia co chwieje się – od wiatru.Kamienia leżącego w milczeniu.Pustej skorupy przedwiecznego jajka.Koloru co blaknie na słońcu.Raju jakby nie z tej ziemi.Zamknięta w ciasnej regule.Negacji wszystkiego co inne.Modlitewnych bębnów co czasem,zacinając się, powtarzają słowa.Słów jedynie słusznych – znaczeniem.Pomysłów co niosą cudowne recepty.Cudów co wcale nie są cudami.Na chwałę słonia bezradnie wielkiego.Gdy nie widzi małej mrówki.Szkieletów zapomnianych.Myśli skostniałych.Wszystkich co tkwią – w maraźmie.Przeświadczenia że żyją.Nauki co głosi manifesty,odkryć dobrze znanych.Strachu co trzyma w ryzach.Przejawy myśli wolnej.Myśli co w ciasnym bucie – miejsce zagrzała.Mowy ozdobnej niemal bizantyjskiej.Bez puenty bo niej zmierzam,na chwałę pustego garnka,co kiedyś był skarbem napełniony.


Pomiędzy prętami 2016-12-02

Pomiędzy prętami


 


napisał Tomasz Michał Jeka©


 


Współczesnego świata,


wkomponowani w schemat ucieczek,


migrujące zwierzęta, z pozoru dzikie i wolne.


A jednak muszą uciekać,


odnajdując w tym wolność,


dziwne przecież jest ona,


tylko gdy nie musimy uciekać.


Tkwimy pomiędzy prętami,


klatek – wypatrując wolności.


A jest tylko na wybiegu,


z pracy do pracy,


z kraju do kraju,


Wciąż tkwimy w zoologicznym ogrodzie.


Cóż że luksusowy niemal,


nic z tego że poruszamy się samochodem.


Ograniczeni drogami,


wszystkie stały się wewnętrzne,


nieważne dokąd prowadzą.


Hodujemy sztuczne kwiaty,


by umilić klatkę.


Budujemy wciąż nowy namiot,


jak Beduini a mamy coś wielbłąda.


Porty niespokojne 2016-12-02

Ewa Lipska - Tragarze




Tragarze. Pod moją stałą obserwacją.
Idę za nimi zabezpieczając ślady.
Tropiąc ich długie zaszyfrowane palce.
Śmiertelne wełniane płaszcze
z metalowymi guzikami
nadawczo-odbiorczymi.


Wchłaniam ich bezdomny aromat.
Podziwiam nałóg dźwigania.


Przechodzą właśnie na drugą stronę
mojej pięćdziesiątki piątki.


Czasem przystają pod prąd.


Nie słyszą nawet
zachrypniętego wiersza
wydobywającego się z megafonu walizki.











Porty niespokojne





napisał Tomasz Michał Jeka©





W mirażu pustynnym – drży powietrze,


faluje niespokojnie,


unosi się nad zielonym złudzeniem – braku upływu lat.


W realnej podróży, gdy płyną lata,


pozostawiając zużyty kilwater – przemierzamy ocean,


z mozołem godnym maratońskiego pływaka.


Sól osiada wszędzie, woda nie orzeźwia wcale.


Jest jak łzy toczone przy ciężkim wysiłku.


Aby do portu niespokojne morze,


zamieniając na port niespokojny.


W nim przypięci do nabrzeża,


osiadamy podejmując trud tragarza.


Jakby ciągle było mało,


przechodzi przez przełęcze,


z bagażem lat.


Ciężkim od zbyt wielu zdarzeń.





Przenikamy lądem zupełnie tak samo


- słonym.


Miraż zaś siedzi w głowie.


Uciec stąd nie licząc na pociągi.


Bo one kradną czas, szybciej


niż zdołamy zapomnieć.





Otoczeni murem dźwigający,


szklane góry*, podróżni tragarze.


 


 


* Tytuł powieści Tomasza Manna bez związku z treścią


Coś z Eliota 2016-02-23

Inspiracja I częścia "Wydrążonych ludzi T. S. Eliota

I

My, wydrążeni ludzie
My, chochołowi ludzie
Razem się kołyszemy
Głowy napełnia nam słoma
Nie znaczy nic nasza mowa
Kiedy do siebie szepczemy
Głos nasz jak suchej trawy
Przez którą wiatr dmie
Jak chrobot szczurzej łapy
Na rozbitym szkle
W suchej naszej piwnicy

Kształty bez formy, cienie bez barwy
Siła odjęta, gesty bez ruchu.

A którzy przekroczyli tamten próg
I oczy mając weszli w drugie królestwo śmierci
Nie wspomną naszych biednych i gwałtownych dusz
Wspomną, jeżeli wspomną,
Wydrążonych ludzi
Chochołowych ludzi. (T. S. Eliot)


***

Ludzie bez wnętrza, zaniedbani,
powierzchowni jak reklama.
To my?
Ilekroć poprzestajemy na opakowaniu...
Bezwolnie akceptujemy pustkę - brak poczucia wymiaru.
Daleko zostały punkty odniesienia,
jak niepotrzebne kamienie, przy drodze której już nie ma.
Zanikamy - zasysa nas pustka, czarna dziura łakomie spogląda,
gotowa wchłonąć - wszystko.
A my jak zarośnięty rów, przepełnieni chwastami.
W metaforze szukamy nadziei - nie ma jej,
to tylko opakowanie, bezsensownie wspaniałe.


 by tmj


przeznaczenie Arweny 2016-02-23

na motywach JR Tolkiena




Przeznaczenie

napisał Tomasz Michał Jeka ©

Królowa która wybrała ludzką miłość, na czym polegał sekret Arweny?
Czy zwyczajna ludzka miłość mogła stać się jej przeznaczeniem?
Tego nie wiemy, czy elfy są wśród nas – sceptycy twierdzić będą że są wymysłem baśniowym.
Może i racja ale bycie Elfem to coś wewnątrz, coś tak mocno nieokreślonego że, aż staje się wewnętrznym światłem które tylko czasem widać na zewnątrz. Głównie rzecz zamyka się w duszy. Darmo szukamy odmiennych uszu jak głoszą podania – dusza elficka to coś czego nie można, dotknąć ale czasem można poczuć jedynie. Wszechogarniająca, świecąca jasnym blaskiem, dla ludzi otwartych – dobroć aż do zatraty własnego ja. Można rzec – elficka, o tak Arwena była na tyle człowiekiem na ile było w niej umiejętności dawania dobra. W najczystszej postaci, niemal dotykalnej. Zatem skoro tak miała prawo zaznać i ludzkiej miłości i sprawić by zakwitła.
Co zaś było jej pisane cóż przeznaczenie Elfa czyli odejść do Krainy Morza.
Cząstka jej miłości pozostała jednak w Aragornie zatem przeznaczeniem stała się nieśmiertelność tego uczucia bowiem nieśmiertelność ciała, była jej udziałem z natury.
Co upodabnia nas do Nich swego rodzaju nieśmiertelność uczuć i dobra które dane jest nam dawać i rozdawać.
Czy Elfy są wśród nas – o tak są...


Nocny ptak 2016-02-17

Nocny ptak
napisał Tomasz Michał Jeka ©


Usta rozpalone, wczesnym powiewem gorącej nocy, w zawiesistej ciemności, oplatającej krawędzie zmysłów. Eksplodują pierwsze gwiazdy jak supernowe wyłaniają się z jej głębi.
Niebo zamarło w oczekiwaniu aż zapłoną oczy by oświetlić zarysy rzeźby.
Nocą w kształcie zaklęte ciała w misterium trwania - w jednym.
W jednym marzeniu, jednym spełnieniu łapczywie chłoną zbliżającą się chwilę, jakby chciały wybiec jej na spotkanie.
Od szeptu do krzyku, przelatuje nocny ptak - srebrzyście błyszczą, wilgotne skrzydła.
Od szelestu wiatru muskającego ledwie, do eksplodującej - burzy.
Od początku do końca - nieba.
Rodzi się i umiera w rozkosznym objawieniu.


"Boisko bezdomnych" 2016-02-17

Z inspiracji filmem "Boisko Bezdomnych"

znowu zagrać

napisał Tomasz Michał Jeka

z bruków zebrani
zaułków kartonowych
bram co urosły
do rangi domów
z nicości
szarego wyrazu
komórek jak wyspy
wyrzutków
na kursie beznadziei

potłuczeni życiem
na jego ostrych zakrętach
pozbawieni motywacji
do przebudzenia
śpiący obłędni rycerze
sprawy którą przegrali
zamknięci w taniej butelce
kapslem - bezradności
powiedziałbyś a czort z nimi
a jednak
gdzieś w głębi się
tli się nieśmiałe marzenie
znowu zagrać
stanąć do hymnu
nawet bez
pudła
w końcu się obudzić
pod niebem kolorowym
zerwać z brudną szarością


Obrazki z dzieciństwa 2016-02-15


Obrazki z dzieciństwa





napisał Tomasz Michał Jeka ©





Szelestem zbóż pisane pierwsze słowa,


szeptem traw pierwszych - pachnących majem.


Szumem delikatnie pluszczącej akordami fali.


Pierwszych kwiatków zbieranych dla Mamy,


modrych niezapominajek w malutkich


- dźwięcznych bukietach, trzymanych przy sercu,


by żadnego nie zgubić.





Małymi stopami na piaszczystym brzegu,


tworzone pierwsze poematy.


W myślach strofami dopiero co,


nieporadnie zrodzone.


A jakże tęsknię - dzisiaj do słów tamtych brzmienia.


W kolejnych lat klawiszach szukam ich dźwięków.





Lasu co dotykał zatoki - pasem delikatnej zieleni,


przetykanej jasnymi mikołajkami.


Zapachu, którego nigdy już nie odnajdę


- niezwykłego co sprawiał że dzień nabierał,


przedziwnej woni łez toczonych z radości.


A jakże tęsknie - dzisiaj do ich szczególnej natury.





Nad złotymi zbożami pieśni skowronka,


arią tej największej z oper, największego teatru.


Pierwszych rozmów między jej aktami,


rozmów które mnie ukształtowały.


Tak dzisiaj do nich wracam, jak do


- nieśmiertelnego przesłania.


Wracam do pól owych dzisiaj zarosły żarnowcem.


Wszystko zarasta i życie i pamięć.





Obrazków z dzieciństwa - kolorowych szkiełek


kalejdoskop jako tamten barwny odpustowy,


od Swarzewskiej Pani jeszcze pamiętam,


przedziwny i świeży smak wody z cudownego źródełka.


Kształt muszli zbieranych na pamiątkę.


Podobno przynoszą nieszczęście.


I tak się stało, małych dramatów zjawiły się kamienie.





Dzisiaj już inny jestem - może zmieniony,


wszystko ulega metamorfozie,


jak brzegi pod wpływem fali cofają się,


to znowu odrastają.


Metaforyczność plaży została we mnie głęboko.


https://www.youtube.com/watch?v=HF-5W697mRs





e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]